Wersje obcojęzyczne::     
Strona główna arrow Przekazy Nauczycieli arrow Różne przekazy arrow O królu Nicponie
Drukuj E-mail

Przekaz otrzymał Mariusz Brzoskowski, dn. 18.12.2009r. godz. 6.54

Słucham Was, Nauczyciele Miłości!

O czym chciałbyś rozmawiać – Saint Germain

O Miłości

No to posłuchaj – Ojciec mówi,

Kiedyś dawno temu żył król o imieniu Nicpoń. Było ono tak niefortunne, że król miał z tego powodu ciągłe wahania kim jest, czy faktycznie jest kimś ważnym, mądrym słowem i czynem, aż zwątpił w swoją naturę, w to co robił i wiedział. Poddał się. Jego imię go przygniotło. Czuł się nicponiem, nic nie wartym człowiekiem. Potrzebował dużo czasu, aby zrozumieć, że płynie w jego żyłach faktycznie królewska krew, że otrzymywał nauki od najlepszych nauczycieli w kraju, a nawet Ziemi, że podjął w życiu i rządzeniu krajem wiele właściwych decyzji. Zrozumiał, że był dobrym królem, mądrym człowiekiem. Ale ciągle czegoś mu brakowało – radości, spełnienia, wiedzenia. Zaczął więc szukać oświecenia, zrozumienia, bycia Światłością. Chciał być i królem i mędrcem i światłem dla swych poddanych, swego ludu. Szukał tego Światła, jeździł po świecie, rozmawiał z uczonymi i duchownymi prawie wszystkich istotnych religii. Nie znalazł nigdzie ukojenia, spokoju, radości i spełnienia. Aż w końcu trafił do wróżki, dobrej kobiety, szamanki, zielarki. Podała mu ona zioło i powiedziała, aby je zażywał regularnie przez rok czasu o wschodzie i zachodzie słońca, jak też w południe. Powiedziała też, aby pijąc zioła myślał o sobie, swoim szczęściu, poszukał go w sobie, próbował się z nim zintegrować. I tak król Nicpoń zaczął kontemplować, myśleć pozytywnie, marzyć. Rozpoczął poznawanie samego siebie, odkrył wiele sprzeczności, dużo dobrego, ale ciągle nie mógł uchwycić istoty radości, szczęśliwości, spełnienia. Jednak z czasem zauważył, że zioło i codzienna praktyka zaczęła działać. Był spokojniejszy, bardziej pogodzony z tym co robił, kim był, jak miał na imię, poczuł ulgę, choć ciągle nie czuł się oświeconym, wiedzącym. Od dłuższego czasu słyszał wewnętrzny szept, głos – pokochaj siebie i swój lud. Jak można kochać siebie – myślał. A tym bardziej lud, tyle ludzi. Jak to ma okazać, jak się w tym wszystkim znaleźć? Co ma robić, z kim, aby tak się stało. I ciało, umysł mu podpowiedziało – czyń to z duchem, z twoim Boskim Rodzicem – MIŁOŚCIĄ. Zaczął więc szukać kontaktu z Bogiem. I znowu pielgrzymował po nauki do oświeconych, do mistyków, bywał w górach i klasztorach. Czasami coś czuł, rozumiał, ale gdy tylko zostawał sam ze swoimi myślami, widział w sobie tylko sprzeczności, niemożność osiągnięcia nirwany w byciu królem. Poczuł, że ma stać się jednym z wielu. Zawiesił swoje królowanie i udał się między ludzi, do miast i wsi. Wędrował jako pielgrzym poszukujący. I znowu raz było mu dobrze, kiedy indziej źle. Kiedyś kochał, czasami się wściekał na swoją niemożność, bezradność. Aż wreszcie poznał kobietę podobną do niego, poszukującą. Zaczęła się rodzić pomiędzy nimi miłość, namiętność, pragnienie bycia razem. Wrócili do swoich domów, oznajmili, że poznali drugą połowę i rozpoczęli wspólne życie. On był królem, ona królową. On był mądry, ona kochająca. On dużo pracował, na dbała o dom i łoże. Były momenty trudne, ale coraz więcej było harmonii, zrozumienia pomiędzy nimi. Im bardziej się do siebie zbliżali, akceptowali siebie, byli wyrozumiali dla swoich, cudzych niedoskonałości, tym piękniejsi razem byli. Uzupełniali się, wspierali, bo wiedzieli już, że tylko w jedności, tej rzeczywistej jest klucz do szczęścia. Zaprosili wcześniej Miłość – Boga do życia, Jemu powierzali swoje troski, nierozwiązane problemy i żyli swoim życiem i swego ludu. A lud ich coraz bardziej kochał, choć byli i tacy, co się z taką filozofią i rządami nie zgadzali. Król jednak unikał wojny, wolał dyplomatyczne rozwiązania, choć czasem musiał karać i nagradzać. Aż w końcu zrozumiał, że nie musi karać, a dbać tylko o respektowanie prawa powierzając osąd Bogu. Ciągle praktykował, pił tajemne zioło i słuchał wewnętrznego głosu. To on mu doradzał, to on go inspirował, to on dawał mu siłę, moc i mądrość.

Coraz bardziej kochał, coraz mniej wojował, czy to w myślach czy też w czynach. Uczył się kochać. Z czasem zobaczył, że inni go naśladują, szukają pojednania, a nie wywyższania się, podporządkowania świata sobie. I tak król Nicpoń nie tylko zmieniał siebie, ale też i świat. Aż kiedyś mając już sędziwe lata zapragnął wiedzieć co to było za zioło. Udał się więc do starej znajomej i zapytał: co ja piłem przez te wszystkie lata? A ona z uśmiechem mu odpowiedziała: nic takiego, to są różne zwykłe liście, bez żadnych znaczących działań, coś jak herbatka. Jeszcze tego nie zrozumiałeś? I znowu Nicpoń pomyślał: ale ze mnie głupek, wewnętrzny głos mu dopowiedział: ale kochany i szczęśliwy. Nie miał już więcej pytań Nicpoń, to było ostatnie, z tych filozoficznych, nurtujących. Wiedział już, że życie jest darem, który każdy napełnia tak jak chce i potrafi, że liczy się tylko Miłość, Czułość, Miłosierdzie. I praktykował to aż do śmierci, bo wiedział, że jego dusza jest wieczna, a on Nicpoń pomaga jej realizować i rozwijać siebie samą dla nas wszystkich.

Ty też Mariuszu wiesz o tym wszystkim, chciałem Ci tylko o tym przypomnieć. I idź się położyć, odpocznij jeszcze trochę, przytul się.

Bóg Ojciec